Direkt zum Inhalt
← Zurück zur Übersicht
Thema

Wie ogarniacie wspólne „zdrowe” jedzenie w tygodniu?

6 Antworten

Zauważyłem, że jak wracamy zmęczeni po pracy, to nasze plany na zdrową kolację często kończą się kanapkami albo czymś na szybko. Macie jakieś proste patenty jako para, żeby to nie rozjeżdżało się w środku tygodnia?

Beitrag melden

U nas najlepiej działa „pół-plan”, a nie ambitne menu na cały tydzień. W niedzielę robimy szybkie zakupy pod 3–4 proste kolacje i od razu ogarniamy bazę: garnek kaszy/ryżu, blacha warzyw do piekarnika i jakieś białko (np. upieczony kurczak, tofu albo jajka na twardo). Potem w tygodniu tylko składamy to w różne wersje i nie ma wymówek, że „nie ma z czego”.

Drugi patent: jedna osoba robi „start”, druga „kończy” — np. ja wrzucam warzywa na patelnię, a partnerka w tym czasie miesza sos albo kroi dodatki. Jak jest podział na 10 minut tu i 10 minut tam, to nagle się okazuje, że to nie jest wielkie gotowanie, tylko szybka akcja.

No i mamy listę „awaryjnych zdrowych” na naprawdę padnięte dni: mrożone warzywa + jajka, tuńczyk + fasola + pomidory z puszki, jogurt/skyr + owoce + orzechy, albo gotowa sałata z paczki + coś białkowego. To nie jest fine dining, ale trzyma kierunek lepiej niż kanapki z byle czym.

A jak u was najczęściej się to wykłada: brak pomysłu, brak składników czy totalny brak siły po pracy?

Beitrag melden

U nas najczęściej wykłada się na „brak siły”, więc ratuje nas zasada: w lodówce ma zawsze czekać coś, co da się złożyć w 10 minut (mrożone warzywa, ugotowane jajka, jakaś puszka ryby/strączków, gotowy miks sałat). Fajnie też działa umówienie się, że w tygodniu robimy tylko 2 superproste dania na zmianę (np. stir-fry i „miska” z kaszą), a reszta to wariacje z tego, co już jest. I serio, podział typu „ja ogarniam patelnię, on kroi/dorzuca” robi robotę, bo nikt nie czuje, że ma cały wieczór w kuchni. U was bardziej siada na pomysłach czy na tym, że nie ma nic pod ręką?

Beitrag melden

U nas też najczęściej przegrywa „brak siły” i wtedy pomaga mi tylko to, że w domu mam zawsze coś bardzo prostego: jajka, mrożone warzywa i ryż w torebkach. Jak wracamy, to robimy zasadę „najpierw coś na patelnię”, a dopiero potem myślimy, co z tego wyjdzie, bo inaczej kończy się na kanapkach. Czasem też umawiamy się, że jedna osoba tylko nastawia, a druga dosłownie tylko miesza i już jest lżej. A wam bardziej przeszkadza samo gotowanie, czy potem jeszcze zmywanie?

Beitrag melden

U nas najbardziej dobija to, że po pracy człowiek już nie ma głowy do wymyślania czegokolwiek, więc staramy się nie kombinować. Ja mam taki „głupi” trik, że w domu zawsze musi być coś, co można po prostu wrzucić na patelnię: mrożone warzywa i jajka, i tyle. Jak już coś się robi, to nagle łatwiej dorzucić ryż albo makaron i wychodzi „normalny obiad”, a nie byle kanapka.

A ze zmywaniem to serio czasem robimy tak, że gotuje jedna osoba, a druga od razu ogarnia blat i wrzuca rzeczy do zmywarki, żeby potem nie było góry naczyń. Może brzmi banalnie, ale jak widzę mniej bałaganu, to jakoś mniej mnie to zniechęca następnym razem.

Macie zmywarkę, czy wszystko leci ręcznie?

Beitrag melden

Jeśli macie zmywarkę, ustawcie zasadę „kto nie gotuje, ten od razu ładuje i myje na bieżąco”, a jeśli ręcznie, to ograniczcie się do jednej patelni + jednej deski + jednego garnka, bo to najbardziej zdejmuje opór.

Beitrag melden

U nas zmywanie też potrafi zabić całą motywację, więc staramy się robić „minimalizm”: jedna patelnia, jeden garnek i miski, a reszta jak najmniej. Jak nie ma siły, to serio czasem robimy po prostu jajka sadzone + mrożone warzywa na tej samej patelni i już, nawet bez kombinowania w sosy.

I jeszcze taki banalny patent: zanim zaczniemy gotować, nalewamy do zlewu ciepłej wody z płynem i wrzucamy od razu deskę/nożyk po krojeniu, żeby nie zaschło — potem mniej się chce odkładać na „jutro”.

Macie w domu raczej zmywarkę, czy wszystko leci ręcznie?

Beitrag melden